Widmo kryzysu, czyli krótko o kapitale i roku 2007

„Kryzys finansowy tuż za rogiem…”, „Ekonomiści ostrzegają: nadchodzi kryzys…”, „Jak przygotować się na kryzys…?” – tego typu nagłówki wiadomości to ostatnimi czasy dosyć częsty widok. Media straszą nas powtórką z roku 2007. Czy rzeczywiście jest się czego bać? Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie posiadam wystarczającej wiedzy, by udzielić odpowiedzi na to pytanie. W zamian przytoczę wniosek, na który ostatnio się natknęłam: kryzysy były, są i będą. Nie ma w tym zdaniu nic odkrywczego, jednakże myślę, że może stanowić odpowiedź na pytanie wyżej. Zwykle w pamięci społeczeństwa najdłużej zachowuje się ostatni kryzys. Zanim cofniemy się do nieszczęsnego roku 2007, należy zwrócić uwagę na rolę kapitału w gospodarce.

Natura kapitału

Kapitał rządzi światową gospodarką i wpływając na jej losy, odpowiada za kryzysy w niej występujące. Żeby dobrze zrozumieć kapitał, należy zapoznać się z jego tłem historycznym. Kapitał nadaje ton teoriom ekonomicznym, a ponieważ teorie ewoluują pod wpływem zmian rzeczywistości, to i on się zmienia. Nie oznacza to jednak, że przemianom podlega natura kapitału. Tak naprawdę kapitał co do swej istoty się nie zmienia. Jest po prostu inaczej postrzegany ze względu na zmianę warunków, w których istnieje.

Natura kapitału jest skomplikowana i trudna do rozwikłania. Świadczą o tym wielokrotne próby jego opisu. Dla J.R. Hicksa kapitał jest czymś „zmiennopostaciowym”, pojawiającym się i znikającym niczym oddziaływanie „czynnika czasu” w momencie, gdy zostaje wprowadzony do procesu gospodarowania. Autor chce powiedzieć, że nie trzeba mówić o kapitale, by pojąć znaczenie jego istnienia w tworzeniu wartości i wzroście gospodarczym. Wartościotwórcza natura kapitału polega na świadczeniu przez niego usług, zarówno gdy bierze udział w produkcji, jak i wtedy, gdy jest wynikiem powstrzymywania od konsumpcji. Każdy, kto dobrowolnie przeznacza część dochodu na oszczędności, dokonuje akumulacji kapitału. Właściciel pragnie korzyści w postaci przewidywanych dochodów z alokacji i dąży do osiągnięcia jak największej dochodowości.

Pierwsze cykle koniunkturalne, czyli powtarzające się fluktuacje o różnej sile, ale dotyczące wszystkich sfer działalności gospodarczej, pojawiły się (może nie tyle pojawiły, co zostały uchwycone) w drugiej połowie XVIII w. w najbardziej rozwiniętych gospodarczo regionach świata, czyli wszędzie tam, gdzie nastąpił gwałtowny rozwój przemysłu, handlu i bankowości. Bez względu na długość cykli, ich amplitudę czy czynniki sprawcze procesy przebiegu są do siebie zbliżone. Model cyklu koniunkturalnego zwykle zaczyna się od fazy ożywienia, w której zwiększa się produkcja, zatrudnienie, a to powoduje wzrost popytu konsumpcyjnego. Po czasie pojawiają się zyski. Kolejnym etapem jest faza ekspansji, w której przedsiębiorcy podejmują inwestycje. Wzrostowi inwestycji sprzyja dostępność kredytów bankowych, a ta wynika z oszczędności. Część pieniędzy zostaje przekształcona w depozyty, zaś reszta trafia na rynek kapitałowy. Następuje boom na giełdzie papierów wartościowych, zwiększeniu ulegają zyski spekulacyjne. Stopa zwrotu z zainwestowanego kapitału rośnie. W końcu narastające napięcia kończą ekspansję, pojawia się krótkotrwała recesja i kryzys, który ujawnia skalę nietrafionych inwestycji.

Istnieje silny związek przyczynowo- skutkowy cyklu z akumulacją i alokacją kapitału. Tezę tę wzmacniają liczne teorie cykli koniunkturalnych. Jedną z pieniężnych teorii przeinwestowania jest ta sformułowana przez F.A. Hayeka. Hayek odnajduje przyczynę cyklów w ekspansji kredytu bankowego, którego konsekwencją są zmiany w wolumenie inwestycji czy alokacji dóbr kapitałowych. Twierdzi, że może powstać dysproporcja między faktyczną a pożądaną alokacją dóbr kapitałowych z powodu wdrożenia inwestycji wywołanych ekspansją kredytu bankowego niemającego pokrycia w oszczędnościach. Wówczas stopa procentowa odchyla się od naturalnej wyznaczonej przez czas. Te czynniki: dostępność kredytów bankowych i niższe od naturalnego oprocentowanie powodują błędne (zbyt optymistyczne) oceny rzeczywistości przez przedsiębiorstwa. Im większa ekspansja kredytowa, tym więcej lokuje się kapitału w wyższe etapy wytwarzania i tym więcej powstaje nowych przedsiębiorstw. Skutki przeinwestowania w postaci strat dotkną nie tylko przedsiębiorców, ale też społeczeństwo. Spadają ceny dóbr kapitałowych rzeczowych, papierów wartościowych, nieruchomości.

Największy kryzys finansowy

Obserwatorzy i uczestnicy zdarzeń z czasu 2007-2008 uważali, że wszyscy inwestorzy, kredytodawcy i kredytobiorcy w procesie alokacji i ciągłej realokacji kapitału działali nieracjonalnie. Wolnym rynkiem zawładnęła chciwość i żądza zysku. Banki i instytucje finansowe ignorowały wysokie ryzyko swoich działań. Gospodarstwo domowe lub przedsiębiorstwo zaciągało kredyt pod zastaw nieruchomości z przeświadczeniem, że nie ponosi ryzyka, ponieważ był to kredyt bez wkładu własnego i zazwyczaj bez sprawdzania zdolności kredytowej. Z kolei bank udzielający sądził, że wystarczającym zabezpieczeniem jest nieruchomość. Przekonanie to rosło w miarę wzrostu cen nieruchomości. Natomiast sprzedawca kredytu, czyli np. pracownik banku wynagradzany był za ilość sprzedanych produktów, więc ochoczo zachęcał do ich nabywania. Lekceważenie ryzyka przez banki związane było też z przekonaniem, że „są zbyt duże, by upaść” (too big to fail). Miały wsparcie zarówno ze strony banku centralnego, jak i rządu. Należy w tym miejscu nawiązać do wcześniej opisanej teorii przeinwestowania Hayeka. Działalność kredytowa banków oparta na rezerwie obowiązkowej wywołuje ekspansję kredytu, a następnie jej gwałtowne ograniczenie. Tak nakręcona koniunktura zostaje przekształcona w kryzys, czemu towarzyszy najpierw spadek stopy procentowej, a później jej wzrost. Kiedy oprocentowanie spada, inwestycje wcześniej nierentowne stają się sztucznie rentowne, czyli następuje przeinwestowanie. W efekcie powstają bańki spekulacyjne. Gdy stopa rośnie, projekty stają się znów nierentowne, obniża się wartość zabezpieczeń kredytów, więc banki domagają się ich spłaty, czego nie są w stanie zrobić dłużnicy. W tym momencie opóźniona interwencja banku centralnego nie zmieni już sytuacji, która zmierza do nieuniknionego kryzysu.

Kryzysy, mimo wszystkich niedogodności, odgrywają w gospodarce rolę oczyszczającą, ujawniają zbędne inwestycje, „przekłuwają” bańki spekulacyjne. Nie znaczy to oczywiście, że kryzysom nie należy się przeciwstawiać. Historia uczy, by zachować płynność oraz w miarę możliwości pozbyć się długów. Ważne jest pogłębianie wiedzy o kapitale, czego sprzyjającą okolicznością jest fakt, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość występują w ścisłej relacji względem siebie. Kryzysy były, są i będą, więc nie należy nakręcać spirali pesymizmu, a wyciągnąć wnioski z wcześniejszych błędów i opracować metodę szybkiego rozwiązania problemu.

 

Julia Kotowska

 

Tekst powstał na podstawie książki „Kapitał i kryzysy finansowe. Perspektywa historyczna” autorstwa Haliny Zador.

Be the first to comment on "Widmo kryzysu, czyli krótko o kapitale i roku 2007"

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed