Wolny rynek czyni cuda?

Czy kawałek pozbawionej surowców skały może stać się globalną potęgą gospodarczą przez wielu stawianą jako wzór wolnorynkowej gospodarki? Hong Kong udowadnia, że tak, aczkolwiek obarczone jest to wysokim kosztem.

Na początku lat 50-tych XX wieku Imperium Brytyjskie chyliło się już ku końcowi. Po uzyskaniu niepodległości przez Indie w 1947 roku ostatnimi koloniami w Azji Południowo-Wschodniej pozostały Malaje (obecna Malezja, Singapur i Brunei) oraz Hong Kong. Jakkolwiek te pierwsze stanowiły cenne źródło surowców takich jak kauczuk czy cyna, Hong Kong poza niewielkim portem i bazą marynarki wojennej nie przedstawiał praktycznie żadnej wartości. Jego położenie stanowiło nawet większe zagrożenie niż strategiczną korzyść z racji bliskości ogarniętych wojną domową Chin.
Genezy sukcesu Hong Kongu można doszukiwać się właśnie w przejęciu władzy w kontynentalnych Chinach przez komunistów. Wpłynęło to na dwa podstawowe bodźce rozwojowe: napływ imigrantów z kontynentu, a w szczególności prześladowanej klasy bankowej z Szanghaju oraz nakładane przez rząd w Pekinie embarga zwłaszcza na produkty przetworzone.
Odcięte od reszty Chin miasto musiało się zreformować, aby przetrwać. Pomimo fiaska reform demokratycznych prawo gospodarcze zostało począwszy od lat 50-tych w istotny sposób zreformowane. Znacząco obniżono podatki, zniesiono cła na większość produktów i wyzbyto się regulacji rynku pracy i finansowego (które i tak nie były zbyt rozbudowane). Tak oto na kawałku skały na Morzu Południowochińskim zapanował prawdziwie leseferystyczny wolny rynek. Przybyła do miasta tania siła robocza w połączeniu z kapitałem pozostałym po maoistycznych czystkach szanghajskiego sektora bankowego doprowadziły do ekspresowego rozwoju produkcji przemysłowej opartej w większości na działalności małych i średnich przedsiębiorstw- ponad 90% (96,5% w 1965 roku) firm zatrudniało mniej niż 100 osób.
Wraz z rozwojem przemysłu wzrósł też eksport. Na początku lat 70-tych stanowił już 64% PKB. Cała gospodarka również rosła w niespotykanym tempie – przez lata 60-te średnio 6,5% jednakże maksymalne tempo wzrostu osiągnęła tuż po kryzysie naftowym – 15% w 1976 roku.
Rzeczywistość zweryfikowała jednak mit w pełni wolnorynkowej gospodarki. Pomimo minimalnych jedynie interwencji rządu na rynki ciągły napływ imigrantów, przeludnienie i obniżający się standard życia zmusiły rząd do sfinansowania szeroko zakrojonego programu mieszkań socjalnych. W ten sposób przez lata 60-te i 70-te powstały mieszkania socjalne dla ponad miliona mieszkańców. Przełomowe okazały się tutaj rządy gubernatora Murraya MacLehose’a, które znacząco przyczyniły się do rozrostu usług społecznych. Wydłużono między innymi obowiązkowy okres nauczania, wprowadzono zapomogi dla emerytów i niepełnosprawnych oraz rozbudowano służbę zdrowia. Pomimo rozrostu programów socjalnych wydatki budżetowe wynosiły w latach 70-tych przeciętnie 6,5% PKB. Jednakże największym osiągnięciem dekady była skuteczna kampania walki z korupcją, która uplasowała Hong Kong na liście najmniej skorumpowanych miejsc na Ziemi.
Eliminacja korupcji pozytywnie wpłynęła na rozwój usług, w szczególności sektora finansowego. Aż do niedawna miasto było niekwestionowaną stolicą azjatyckich finansów z jedną największych pod względem kapitalizacji rynkowej giełd świata. Przykładem na sukces ekonomiczny miasta może być fakt, że pomiędzy rokiem 1980 a 1990 indeks Hang Seng (HSI) hongkońskiej giełdy wzrósł o ponad 1000%.
Pomimo wysokiego PKB na jednego mieszkańca wynoszącego w roku 1997 ponad 27 tys. USD i coraz bardziej rozwijanych programów społecznych Hong Kong był i wciąż pozostaje miastem o stosunkowo niskiej jakości życia. Współczynnik Giniego w 1993 roku przekroczył 0,5 i ciągle wzrasta co plasuje Hong Kong wysoko na liście miejsc z najwyższymi nierównościami dochodowymi. Koszty życia w mieście również należą do najwyższych na świecie, dlatego wielu mieszkańców wciąż polega na budownictwie socjalnym albo żyje w prowizorycznych slumsach (jak chociażby w niesławnym Kowloon Walled City zburzonym w 1993 roku).
Dlatego właśnie Hong Kong jest doskonałym przykładem pokazującym, jak istotne jest zbalansowanie polityki gospodarczej. Z jednej strony pokazuje jak skuteczny jest wolny rynek i liberalna polityka przy kreowaniu wysokiego wzrostu. Z drugiej jest dowodem na fakt, że duże PKB per capita nie musi przekładać się na wysoką stopę życiową.

Karol Czarnecki

Be the first to comment on "Wolny rynek czyni cuda?"

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed