Wojna o handel

Można powiedzieć, że zaskoczeniem jest teraz tydzień, w którym Donald Trump nie zaskoczy opinii publicznej. 1 marca, w trakcie spotkania z przedstawicielami producentów stali i aluminium ogłosił zamiar nałożenia ceł na te dwa metale. Swoją decyzję uzasadniał tym, że „gdy nasz kraj nie może produkować stali i aluminium, to prawie nie masz kraju”. Import stali ma zostać więc objęty (z dniem 23 marca) cłem w wysokości 25%, a import aluminium cłem 10%. Ten ruch nie obył się bez reakcji – zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą.

Globaliści w odwrocie

Zazwyczaj podział opinii o polityce Trumpa przebiegał wzdłuż linii partyjnych. Tym razem jednak centrowi Demokraci i większość Republikanów – na czele ze Spikerem Izby Reprezentantów Paulem Ryanem i liderem większości w Senacie Mitchem McConnelem – wspólnie krytykują decyzję prezydenta. Cła natomiast popierają zarówno najbardziej związani ze związkami zawodowymi przedstawiciele opozycji, jak i niektórzy zagorzali zwolennicy obecnej administracji. Przede wszystkim jednak za ograniczeniami importu są politycy ze stanów, w których przemysł stalowy jest silnie rozwinięty.

Nie tylko w Kongresie wielu konserwatystów jest niezadowolonych. Główny doradca ekonomiczny Trumpa (i były dyrektor operacyjny Goldman Sachs) Gary Cohn próbował odwieść prezydenta od tej decyzji. Zorganizował spotkanie z przedstawicielami firm korzystających ze stali i aluminium – Trump postanowił jednak je odwołać. W efekcie 6 marca Cohn zrezygnował ze swojej funkcji w Białym Domu, a po kilku dniach na jego miejsce prezydent zaproponował Larry’ego Kudlowa, telewizyjnego komentatora ekonomicznego. Co ciekawe, Kudlow sam jest przeciwny cłom, 3 marca powiedział w CNBC, że „jest świetny jeśli chodzi o podatki, świetny w cięciach podatków, świetny w deregulacji, infrastrukturze, lubię go nawet przy polityce migracyjnej. Ale nigdy nie był dobry w kwestiach handlu”.

Wyjątek za ustępstwa

Najbardziej przeciwko barierom handlowym protestują rządy innych państw i Unii Europejskiej. Choć Trump przy ich wprowadzaniu powoływał się na Chiny stosujące nieuczciwe praktyki handlowe, kraj ten jest dziesiątym pod względem wartości eksporterem stali do USA – największymi są Kanada, Korea Południowa i Brazylia. Również Meksyk czy Unia Europejska dostarczają więcej tego metalu do Stanów niż czynią to Chiny. Z tego powodu Kanada i UE od razu zaprotestowały przeciwko wprowadzanym cłom. W ostatecznie podpisanym 8 marca dekrecie Trump wyłączył spod tych barier import z Kanady i Meksyku, lecz nie bezwarunkowo. Wyłączenie dla tych państw ma być zależne od tego, czy zgodzą się na renegocjację umowy handlowej NAFTA po myśli prezydenta USA.

Opłaty prawdopodobnie nie ominą jednakże eksporterów z Unii Europejskiej. W efekcie wspólnota zamierza nałożyć cła odwetowe na amerykańskie produkty. Zgodnie z zasadami Światowej Organizacji Handlu, UE może nałożyć cła na import odpowiadający w wartości eksportowi objętemu amerykańskimi barierami – a więc blisko 3 miliardom euro. Unia opublikowała już listę dóbr, które będą obiektem europejskiej odpowiedzi, jeśli na nią się zdecyduje. Znajdują się na niej między innymi bourbon, motocykle czy sok pomarańczowy. Co znamienne, najwięcej produkowanych ich jest albo w stanach republikańskich liderów (jak motocykle Harley-Davidson produkowane w stanie Wisconsin, skąd jest Paul Ryan) albo w stanach, gdzie będzie prowadzona najcięższa walka w kolejnych wyborach (jak sok pomarańczowy z Florydy).

Historia powtórzona?

Celem Trumpa jest stworzenie miejsc pracy w przemyśle stalowym. Jak wylicza organizacja Trade Partnership, raczej mu się to uda, a w branży powstaną około 33 tysiące stanowisk. Jednakże w reszcie gospodarki efektem ceł będzie zmniejszenie zatrudnienia o około 180 tysięcy. Nie jest to żadne zaskoczenie – podobne bariery wprowadził w 2002 roku George W. Bush i kosztowało to USA około 200 tysięcy miejsc pracy.

Wtedy jednak po półtorej roku WTO uznała cła za naruszenie zasad organizacji i zagroziła karą w wysokości 2 miliardów dolarów. Również Unia Europejska zagroziła nałożeniem odwetowych ceł na produkty ze stanów najważniejszych politycznie. W efekcie mniej niż miesiąc po wyroku Bush wycofał się ze swojej decyzji.

Teraz jednak WTO ma znacznie utrudnione działanie. Trump przy swojej decyzji powołał się na rzadko używaną klauzulę o bezpieczeństwie narodowym. Oznacza to, że organizacja może stwierdzić, że lepiej wie, co jest ważne dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych od samego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ryzykując ostrą reakcję Amerykanów. Jeśli jednak tego nie zrobi, ryzykuje że państwa zaczną tę klauzulę nadużywać, uderzając w światową wymianę handlową.

Wciąż istnieje szansa, że Republikanie spróbują znieść cła poprzez przegłosowanie odpowiedniej ustawy. Możliwe też, że Trump cofnie się pod wpływem odwetu ze strony Unii Europejskiej i groźby utraty większości w Kongresie w jesiennych wyborach. Wraz z odejściem Gary’ego Cohna i zwolnieniem sekretarza stanu Rexa Tillersona prawdopodobnie na stałe zwolennicy globalizacji znaleźli się w mniejszości w Białym Domu, mając mały wpływ na kształtowanie przyszłej polityki gospodarczej i zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Be the first to comment on "Wojna o handel"

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed