Szokowe podatki

Rządy państw Europy Środkowo-Wschodniej najwyraźniej uznały ostatnie tygodnie 2018 roku za czas na wyścigi we wprowadzaniu znaczących zmian gospodarczych. W czołówce turnieju znajduje się rząd Rumunii, który w grudniu postanowił zacząć walczyć z deficytem budżetowym, ogłaszając 18 grudnia pakiet nowych podatków, wchodzący w życie wraz z początkiem 2019 roku.

Nakręcanie wzrostu

Ruch ten odwraca zapoczątkowaną w 2014 roku serię luzowania fiskalnego. Od 2015 roku zostały zmniejszone składki na ubezpieczenia społeczne, a więcej produktów zostało objętych obniżonymi stawkami VAT. Największe zmiany weszły w życie rok później. Wtedy to zostały przyjęte m.in. obniżka podatku VAT z 24 do 20% czy obniżenie podatku od dywidend z 16 do 5%. Początek 2017 przyniósł kolejne zmiany, jak dalszą obniżkę podatku od towarów i usług (do 19%, czyli poziomu sprzed kryzysu) i ulgę podatkową dla firm na badania i rozwój. Z kolei w 2018 roku została obniżona stawka PIT z 16 do 10% (podatek dochodowy w tym kraju jest liniowy).  Jednocześnie rosły wydatki, przede wszystkim na emerytury i płace w sektorze publicznym.

Efektem takiej polityki gospodarczej był wzrost deficytu gospodarczego (z 0,8% w 2015 roku do 3% w  2016 i 2,9% PKB w 2017 roku) oraz dynamiczny wzrost PKB, który sięgnął 7% w 2017 roku, który jednak spowolnił do 4,1% w ostatnim roku. Rosła również inflacja – o ile w 2015 i 2016 ceny spadały, to w 2017 rosły o 1,1%, a w 2018 roku o 4,1%, najszybciej w całej Unii Europejskiej. Zwiększył się również deficyt obrotów bieżących, z 1,2% PKB w 2015 roku do 4,7% w 2018. Największy wkład w ten deficyt miał handel dobrami, w którym deficyt Rumunii spowodowany rosnącą konsumpcją wyniósł 7,3% PKB. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wskazywał latem, że są to sygnały przegrzewania gospodarki.

Przedświąteczne zaskoczenie

W tej sytuacji zaskoczeniem było ogłoszenie przez ministra finansów w rządzie premier Vioricy Dăncili (co ciekawe, jest to piąta szefowa rządu w ostatnich 4 latach) programu nowych podatków. Minister Eugen Teodorovici wieczorem 18 grudnia zapowiedział nałożenie dodatkowych danin na banki, firmy energetyczne i telekomy w celu utrzymania deficytu w 2019 roku w granicach 3% PKB. Łącznie wpływy z pakietu mają wynieść 1% PKB. Reakcję giełdy w Bukareszcie trudno nazwać przyjazną – główny wskaźnik spadł o ponad 11%. Wraz z podatkami ogłoszony został także wzrost płac w sektorze publicznym, wyższe emerytury i zwiększenie inwestycji publicznych.

Firmy energetyczne i telekomunikacyjne zapłacą w tym roku podatek obrotowy o stawce 2%, ponadto ceny gazu i prądu zostały ograniczone. Najważniejszy jest jednak „podatek od chciwości”, jak określił podatek bankowy Teodorovici. Obłożone są nim aktywa banków, a stawka zależna jest od stopy procentowej na rynku międzybankowym – 0,1%  gdy ROBOR wynosi 2-2,5%, 0,2% dla 2,5%-3% itd. Przy obecnej stopie przekraczającej 3%, oznacza to stawkę na poziomie 0,3%.

Problem w tym, że podatek jest naliczany kwartalnie – a więc roczna stopa wyniosłaby 1,2%. Jest to blisko 3 razy większe obciążenie niż podatek bankowy w Polsce (0,44%) i jest niebezpiecznie blisko stopy zwrotu z aktywów, wynoszącej 1,3% w 2017 roku i 1,76% w pierwszych dziesięciu miesiącach 2018 roku. To stanowi zagrożenie dla stabilności systemu bankowego – ale może również ograniczać skuteczność polityki pieniężnej banku centralnego. Szef Narodowego Banku Rumunii, Mugur Isarescu nazwał ten podatek „nonsensem” i „trudną do zrozumienia bombą”. Przeciwko daninie wystąpiły też Europejski Bank Centralny (ostrzegający przed wpływem na stabilność systemu finansowego), Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Międzynarodowa Korporacja Finansowa (część grupy Banku Swiatowego).

Pakiet podatków został przyjęty przez rumuński rząd w formie nadzwyczajnego dekretu – bez publicznych konsultacji lub oceny skutków legislacji.

Be the first to comment on "Szokowe podatki"

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed