Niepodległość – przed użyciem skonsultuj się z ekonomistą, czyli o możliwych konsekwencjach gospodarczych referendum w Katalonii.

W październiku oczy Europy zwrócone były w stronę Katalonii, gdzie sytuacja ulegała dość gwałtownym przeobrażeniom. Przeprowadzone 1 października referendum stało się zarzewiem konfliktu tego autonomicznego regionu Hiszpanii z rządem w Madrycie. Wynik tymczasem był mocno niejednoznaczny – przy frekwencji wynoszącej około 42% za niepodległością głosowało ok 90% biorących udział, przy czym już w trakcie głosowania interweniowała hiszpańska policja. W tej sytuacji nie ma pewności co do zdania pozostałej części mieszkańców – czy ich brak udziału był wyrazem sprzeciwu i faktycznym głosem na „nie”? A może zwyczajnie nie chcieli się opowiadać po żadnej ze stron?

Mimo wszystko władze Katalonii uznały wynik za wiążący – oczywiście przeciwnego zdania był rząd hiszpański. Ton sporu zaostrzał się, a w atmosferze demonstracji zarówno zwolenników, jak i przeciwników, parlament Katalonii przyjął 27 października rezolucję o ustanowieniu niezależnej Republiki Katalonii. Tymczasem w Madrycie uruchomiono art. 155 Konstytucji, czyli w praktyce zlikwidowano niezależność tego regionu, zapowiadając przy tym przedterminowe lokalne wybory. 30 października przedstawiciele rządu Katalonii (w tym premier Carles Puigdemont) w obawie przed ostrą reakcją Madrytu zbiegli do Belgii, a stosunki pozostają napięte.

Sentymenty ponad kalkulacjami.

Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie motywy przeważają w postępowaniu Katalończyków – a przynajmniej tej ich części, która domaga się niepodległości. Niektóre z wysuwanych argumentów mają wymierny charakter ekonomiczny, lecz wydaje się, że nie są one czynnikiem decydującym, skoro w dobie najcięższego kryzysu w Hiszpanii sentymenty separatystyczne pozostawały na zdecydowanie niższym poziomie niż obecnie, gdy gospodarka regionu i całego kraju ma się coraz lepiej. Warto zatem zwrócić uwagę na czynniki pozaekonomiczne.

Katalońskie dążenie do autonomii nie jest zjawiskiem nowym – region ma długą tradycję odrębności wywodzącą się jeszcze sprzed zjednoczenia Kastylii i Aragonii (której Katalonia była częścią) w drugiej połowie XV wieku. W późniejszych wiekach hiszpańscy władcy podejmowali próby ograniczania tej niezależności w ramach polityki unifikacyjnej, co zawsze spotykało się z agresywną reakcją miejscowych. W okresie międzywojennym z trudem wynegocjowany w porozumieniu z rządem madryckim status autonomii nie przetrwał długo wobec wojny domowej, w której Katalonia – stanowiąca bastion republikański – została ostatecznie podporządkowana władzy generała Franco. Dopiero po jego śmierci nowa konstytucja Hiszpanii (1978) przywróciła Katalonii pewną niezależność, potwierdzoną jej statutem (2006).

Spokój nie trwał jednak długo, gdyż po zdobyciu przez konserwatywną Partię Ludową absolutnej większości w hiszpańskim parlamencie (2011) zaostrzył się konflikt rządu centralnego z władzami autonomicznego regionu, co ostatecznie doprowadziło do referendum niepodległościowego (nie pierwszego zresztą). Katalończycy, używający własnego języka urzędowego i uważający się za odrębny od Hiszpanów naród, są zdeterminowani rozszerzyć i zabezpieczyć swoją niezależność, wzmacniając swoje stanowisko także argumentami ekonomicznymi.

Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Choć dążenie tak niewielkiego terytorialnie regionu (powierzchnia Katalonii to ok. 32 tys. km2, czyli zaledwie nieco ponad 6% terytorium Hiszpanii) do samodzielnego funkcjonowania może u wielu budzić uzasadniony sceptycyzm, dane dotyczące gospodarki odmieniają znacząco obraz sytuacji. Wystarczy przytoczyć kilka porównań: Katalonię zamieszkuje 7,5 miliona ludzi, czyli 16% populacji Hiszpanii, a wielkość gospodarki regionu to ok. 215 mln euro (19% PKB Hiszpanii), co przy hipotetycznym usamodzielnieniu stawiałoby ją na 13. miejscu w Unii Europejskiej (między Finlandią a Danią). Rozwinięty kataloński przemysł (mający 21-procentowy udział w jej PKB) przyniósł w 2015 roku nadwyżkę eksportową rzędu 11,5% PKB regionu. Również poziom życia przewyższa średnią dla całej Hiszpanii – PKB na osobę jest o około 19% większe, a stopa bezrobocia na poziomie 15,4% w 2016 roku była jedną z najniższych w skali kraju (gdzie średnia to prawie 19,7%).

Na obiecujące liczby nakładają się optymistyczne prognozy (formułowane oczywiście głównie przez zwolenników niepodległości Katalonii). Mówi się o postępującej dywersyfikacji handlu zagranicznego, niezmiennej atrakcyjności turystycznej, ale także inwestycyjnej regionu (w 2015 roku wzrost BIZ dla Katalonii wyniósł ponad 60% w porównaniu do 11% dla całej Hiszpanii) oraz budowaniu nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy. Katalończycy podkreślają, iż obecnie na byciu częścią Hiszpanii więcej tracą (w szczególności finansowo) niż zyskują, a problemy reszty kraju hamują ich rozwój (dług publiczny regionu stanowi 35,4% lokalnego PKB, tymczasem dług Hiszpanii to 100% jej PKB), który mógłby zostać dodatkowo wzmocniony przez samodzielną politykę gospodarczą.

Prosperity nie do utrzymania.

W tym miejscu należy niestety powściągnąć optymizm. Pozytywny obraz gospodarki niepodległej Katalonii wydaje się być bowiem zbudowany na przeświadczeniu, iż po opuszczeniu Hiszpanii wszystkie sprzyjające czynniki pozostaną niezmienione. Tymczasem już teraz obserwuje się dosłowną ucieczkę kapitału, firm, a nawet części mieszkańców z niespokojnego regionu. W połączeniu z bardzo prawdopodobnym spadkiem liczby zarówno inwestycji zagranicznych, jak i turystów (które już się rozpoczęły) będzie to poważnym ciosem zadanym gospodarce Katalonii. Pesymistyczne szacunki (w tym przypadku notabene autorstwa hiszpańskiego ministra finansów) mówią o utracie nawet do 30% PKB i dwukrotnym wzroście bezrobocia.

Z pewnością sama Hiszpania dołoży również starań, aby wzajemne „rozstanie” było jak najboleśniejsze dla drugiej strony. Należy spodziewać się nie tylko prób utrudniania handlu czy transportu oraz automatycznego zakończenia wszelkiego wsparcia w formie inwestycji w infrastrukturę itp. Królestwo z pewnością upomni się o spłatę lub przejęcie znacznej części państwowego długu publicznego, argumentując to tym, że został on zaciągnięty solidarnie w imieniu wszystkich prowincji, a zatem także Katalonii. Skutek może być katastrofalny – proporcjonalnie do udziału w hiszpańskiej gospodarce region może zostać obciążony 1/5 całego długu państwa, co wywinduje kataloński dług publiczny do poziomu ponad 135% jej PKB!

Pyrrusowe zwycięstwo?

Choćby jednak Katalonia otrząsnęła się z wymienionych następstw opuszczenia Hiszpanii, na drodze do długoterminowej stabilności i rozwoju czekają ją może nawet poważniejsze przeszkody. Nowo powstały kraj będzie zmuszony podpisać od nowa wszystkie traktaty i umowy (w tym handlowe), z których korzystał będąc częścią Hiszpanii. Konieczne będzie też powołanie instytucji i służb państwowych oraz utworzenie samodzielnych systemów emerytalnego, zdrowotnego czy edukacyjnego. Całość będzie wymagała żmudnych prac nad opracowaniem odpowiedniego prawa, gdyż nie wszystkie przepisy nadają się do zapożyczenia z innych państw (nawet z Hiszpanii).

Przede wszystkim jednak – wraz z opuszczeniem Hiszpanii Katalonia opuści także Unię Europejską, przypuszczalnie tracąc m. ni. prawo do korzystania z euro jako krajowej waluty oraz uczestniczenia w wolnym przepływie osób, towarów i kapitału. Starania o ponowne członkostwo w Unii mogą zająć nawet 2 lata, a przecież można się spodziewać, że i tak każda próba zostanie zablokowana przez Hiszpanię. Krótko mówiąc, Katalonia przypuszczalnie wkroczyłaby w nową rzeczywistość jako państwo samotne, zadłużone, pogrążone w głębokim kryzysie gospodarczym i pozbawione szans na szybki powrót do normalności.

Nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek.

Uciekając się do pewnego uproszczenia, rozważania dotyczące Katalonii można w znacznej mierze odnieść do innych europejskich regionów, gdzie panują sentymenty separatystyczne, np. północnych Włoch czy flamandzkiej części Belgii (w pewnym sensie podobny przypadek stanowi w szerszym ujęciu opuszczająca Unię Europejską Wielka Brytania, która jak na ironię sama zmaga się z tendencjami odśrodkowymi). Mowa tutaj często o względnie zamożnej, a jednocześnie w pewien sposób odrębnej kulturowo części jakiegoś kraju, której mieszkańcy uważają, że władza centralna ogranicza ich autonomię oraz pobiera niesprawiedliwe wysokie daniny na potrzeby pozostałych regionów.

Sprawa Katalonii może się okazać dosyć problematyczna w szczególności dla państw członkowskich Unii Europejskiej. Z jednej strony wskazane jest wspieranie przez nie idei samostanowienia narodów, respektowanie demokratycznych wyborów społeczeństw i mniejszości (szczególnie niewygodny jest precedens w postaci Kosowa, które przy poparciu państw zachodnich odłączyło się od Serbii). Z drugiej strony secesja Katalonii zaszkodzi gospodarczo zapewne nie tylko jej samej oraz Hiszpanii (zgodnie z już obniżanymi prognozami wzrostu PKB dla obu). Wstrząs ekonomiczny może naruszyć obiecujące ożywienie w strefie euro i stać się jednym z fundamentów kolejnego kryzysu, nie mówiąc już o wrogości Hiszpanii wobec tych, którzy zdecydowaliby się zaaprobować powstanie Republiki Katalonii.

Wydaje się, że najlepszym wyjściem byłby kompromis, o ile jest dla obu stron w ogóle możliwy. Gdyby udało się wynegocjować warunki znośne zarówno dla Mardytu, jak i Barcelony, ceną byłoby tylko chwilowe spowolnienie gospodarcze spowodowane dotychczasowymi zawirowaniami: PKB Katalonii wzrósłby o 2,7% w 2017 roku i 0,2% w 2018 (przy obecnym tempie 3%), natomiast w Hiszpanii prognozowany wzrost obniżyłby się z 3,2% do 2,8% w 2017 roku oraz z 2,8% do 2% w 2018. Konsekwencje scenariusza bardziej drastycznego zostały wspomniane wcześniej. Wygląda na to, że nikomu, nawet samym Katalończykom, nie opłaci się w najbliższym czasie secesja tego regionu, będąca groźnym dla innych krajów precedensem. Pytanie brzmi jednak: czy ten proces można jeszcze powstrzymać?

Be the first to comment on "Niepodległość – przed użyciem skonsultuj się z ekonomistą, czyli o możliwych konsekwencjach gospodarczych referendum w Katalonii."

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed