Kto przywileje odbiera, tego nikt nie popiera – o zmianach w brazylijskim systemie emerytalnym

Dotychczasowy system emerytalny w Brazylii gwarantował szczodre emerytury przy niskich wymaganiach, jednak jego stabilność finansowa maleje z roku na rok. Niekorzystne prognozy demograficzne skłaniają do natychmiastowych zmian, lecz mało kto odważy się je wprowadzić wbrew oczywistym oporom społecznym. Niestety, za brak rozsądku trzeba będzie wkrótce zapłacić.

System zbyt piękny, by był stabilny

Brazylijski system emerytalny jest w znacznej mierze podobny do polskiego i opiera się na popularnej zasadzie „pay as you go”, według której wypłaty emerytur dla obecnych seniorów są finansowane przez bieżące składki pochodzące od obecnie pracujących. Minimalny wiek przejścia na pełnoprawną emeryturę jest niższy dla kobiet niż dla mężczyzn, a ponadto dodatkowo obniżony dla pracujących na wsi. Minimalny staż pracy dla ubezpieczonych po 1991 roku wynosi 15 lat – to niewiele, zważywszy na fakt, iż jest on wystarczający do otrzymania na emeryturze 70% pensji. Za każdy kolejny przepracowany rok przysługuje 1 dodatkowy punkt procentowy. Osiągnięcie 35 lat pracy w przypadku mężczyzn i 30 lat u kobiet gwarantuje natomiast emeryturę w wysokości 100% dotychczasowych przeciętnych zarobków. Emerytom otrzymującym mniej niż 25% płacy minimalnej przysługuje także miesięczne wsparcie w kwocie równej płacy minimalnej. Dane wskazują, iż rzeczywisty przeciętny wiek przejścia na emeryturę w Brazylii (z niemal pełnym świadczeniem) to około 54 lata – dla porównania w Meksyku są to 72 lata. System jest zatem niezwykle szczodry – i w tym leży jego największy problem.

Ponure prognozy

Stabilność brazylijskiego systemu opiera się na stosunku liczby pracujących do liczby emerytów. Dopóki społeczeństwo jest względnie młode, a na każdego seniora przypada wystarczająca liczba zatrudnionych, niskie wymagania dotyczące wieku i stażu pracy oraz wysokie kwoty świadczeń nie stanowią zagrożenia dla finansów publicznych. Niestety, Brazylia wkrótce będzie się musiała zmierzyć z wyzwaniem, jakim jest szybko starzejące się społeczeństwo – prognozy wskazują, że do roku 2035 odsetek Brazylijczyków w wieku co najmniej 60 lat wyniesie 20% w porównaniu do 10% w 2010 roku. Tempo starzenia się populacji jest o wiele wyższe niż miało to miejsce w państwach zachodnich, gdzie analogiczny wzrost trwał od 50 do nawet 100 lat i przypadł głównie na wiek XX.

Tymczasem w 2016 roku łączny deficyt brazylijskiego systemu emerytalnego wyniósł 3,7% PKB, podczas gdy na każdego emeryta nadal przypadają średnio ponad dwie osoby płacące składki. W ciągu 20 lat ten stosunek ma wynieść 1:1, a jeśli nie zostaną wprowadzone żadne zmiany, w ciągu 50 lat deficyt systemu powinien wzrosnąć do 16% PKB. Może wtedy dojść do absurdalnej sytuacji, w której dla zachowania równowagi systemu pracujący musieliby oddawać dosłownie całość swoich zarobków na rzecz emerytów – wcześniej jednak należałoby się zapewne spodziewać katastrofalnego w skutkach upadku systemu. Sytuację pogarsza dodatkowo panująca w Brazylii od paru lat recesja.

Gorzkie lekarstwo

Debata na temat potrzebnych zmian w systemie brazylijskim trwa już od pewnego czasu i objęła swoim zasięgiem również wiele podmiotów zagranicznych i międzynarodowych, takich jak Bank Światowy i OECD, które z uwagą przyglądały się sytuacji oraz publikowały opracowania i prognozy na ten temat. W końcu oficjalną propozycję zmian przedstawił w kwietniu prezydent Brazylii, Michel Temer.

Jego projekt, po wprowadzeniu pewnych poprawek w wyniku konsultacji, zakładał ustanowienie podstawowego minimalnego wieku emerytalnego na poziomie 65 lat dla mężczyzn i 62 dla kobiet. Wymogi dotyczące minimalnego stażu pracy i kryterium otrzymywania najwyższej kwoty świadczenia także zostały zaostrzone: po przepracowaniu obowiązkowych 25 lat zatrudnieni mogliby liczyć na 51% pełnego świadczenia, a całość otrzymaliby dopiero po 49 latach pracy. Okres przejścia od starych do nowych zasad miał wynieść 20 lat. Zmiany mogłyby według szacunków ograniczyć deficyt systemu nawet o połowę w perspektywie najbliższych 50 lat.

Łatwo powiedzieć, trudniej wprowadzić

Projekt zmian od samego początku napotkał niezwykle silny opór społeczny i liczne demonstracje – według sondaży z początku maja około 71 procent ankietowanych sprzeciwiało się reformie. Nie było nawet pewności co do tego, czy wśród parlamentarzystów znajdzie się większość wystarczająca do przegłosowania zmian. Kolejnym ciosem dla samego prezydenta stały się zarzuty korupcyjne, którym musiał stawić czoło w parlamencie. Po korzystnym dla Temera głosowaniu z początku sierpnia, w którym uwolniono go od procesu, patrzy on znowu z optymizmem na możliwość przeforsowania projektu.

Pat przeciąga się, a napięcie nie maleje – w międzyczasie prezydent zgodził się na ustanowienie w reformie emerytalnej łagodniejszych warunków dla niektórych grup społecznych, a następnie oświadczył, że w pierwszej kolejności zamierza szukać oszczędności poprzez pomniejsze zmiany w systemie podatkowym. Jest to próba odzyskania zaufania wyborców, gdyż kolejne wybory prezydenckie w Brazylii odbędą się już w październiku 2018 roku, a Temer dysponuje bardzo nikłym poparciem i może nie uzyskać kolejnej kadencji. Najważniejsza reforma została zatem ponownie odsunięta w czasie i nie wiadomo, czy rzeczywiście dojdzie do skutku. Nie jest to jednak zaskoczeniem, gdyż – jak pokazują przykłady z Polski i Europy – wszelkie projekty podwyższenia wieku emerytalnego zawsze spotykają się ze zdecydowanym sprzeciwem społeczeństwa.

Paweł Giętkowski

Be the first to comment on "Kto przywileje odbiera, tego nikt nie popiera – o zmianach w brazylijskim systemie emerytalnym"

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed