Kontrolowanie zamiast sterowania

Komentatorzy ekonomiczni wywodzący się z tradycji keynesowskiej nierzadko wypominają zwolennikom ujęcia podażowego ślepą wiarę w wolny rynek oraz jego samoregulujące mechanizmy. Nie analizując głębiej generalizacji do której zazwyczaj dochodzi kiedy oponentów w debacie publicznej ostracyzuje się, wrzucając do worka z napisem „neoliberalizm”, warto przypomnieć o tym, którego mianowano swego czasu „Friedmanem lewicy”. Autor indeksu mierzącego stopień monopolizacji, warunku efektywność aprecjacji i deprecjacji waluty krajowej, przez wielu uważany za godnego „Nagrody Nobla z ekonomii” – Abba Lerner był również znany z równie nieuzasadnionej wiary jak ta wolnorynkowa. Przechodząc do szczegółów, chodzi o koncepcję „gospodarki kontrolowanej”, niezbyt znaną przez kruchość niektórych założeń, zaproponowaną po II wojnie światowej, jednak jak się okazuje, zaimplementowanej w polityce gospodarczej wielu państw.

Czy miała ona być? Próbą „[…] wyznaczenia ścieżki między dwoma dogmatami, nie traktującej ani prywatnego przedsiębiorstwa, ani państwowej własności jako jedynie słusznych – rozważenie takiego państwa, które wykorzystuje swoją władzę w celu wzmacniania dokładnie tej metody, która w każdym poszczególnym przypadku najlepiej służy interesowi publicznemu” – tak sam twórca koncepcji pisał o niej w 1946 roku na łamach magazynu The Economist. Co więcej, Lerner na każdym kroku podkreślał wagę mechanizmów demokratycznych, które pozwalałyby właśnie te społecznie pożądane efekty osiągać. Pojawiają się tu zatem dwa skojarzenia – do koncepcji tak zwanej „trzeciej drogi” oraz „demokracji ekonomicznej”, której zaangażowanym teoretykiem i praktykiem jest brazylijski ekonomista polskiego pochodzenia Ladislau Dowbor, autor programu społecznego Bolsa Familia. Oba skojarzenia będą jednak do pewnego stopnia błędne ponieważ to co stoi za gospodarką kontrolowaną to przeświadczenie, że ekonomia kraju prowadzona w oparciu o wolny rynek jest jak „samochód bez kierowcy” jak sam Lerner to określał, a obie wspomniane koncepcje uznają jednak prymat mechanizmu rynkowego, albo przynajmniej oddają mu połowę „kompetencji”.

To niemalże całkowite zastąpienie „niewidzialnej ręki wolnego rynku” „widzialną ręką państwa”, co więcej uzbrojonej w maszynę drukarską (sic!) do zasilania budżetu nieograniczonym strumieniem środków, jeśli to potrzebne do realizowania polityki dyskrecjonalnej miałoby opierać się na 3 regułach.

  • Rząd powinien utrzymywać odpowiedni poziom popytu globalnego cały czas; jeśli wydatki są zbyt małe i wzrasta bezrobocie, to rząd powinien zmniejszyć podatki i zwiększyć swoje wydatki. W sytuacji inflacji powinien przedsięwziąć odwrotne działania.
  • Rząd utrzymuje stopę procentową na poziomie wspierającym optymalną wielkość inwestycji przez zaciąganie długu, gdy chce podwyższyć stopę, i spłatę długu, gdy chce ją obniżyć.
  • Jeśli jedna z tych reguł jest sprzeczna z zasadami „zdrowych finansów”, zrównoważenia budżetu lub ograniczenia długu narodowego to tym gorzej dla tych zasad. W takiej sytuacji rządowa mennica powinna dodrukować pieniądz i stosować się do reguł 1. i 2.

Na tym jednak kontrowersje się nie kończą. Lerner nie widział zagrożeń w zadłużeniu krajowym, nawet jeśli miałoby osiągać zawrotne poziomy. Argumentował, że państwo nie może wtedy zbankrutować, bo zawsze ma możliwość podniesienia podatków lub dodrukowania pieniądza; powinno zatem troszczyć się jedynie o ewentualną redystrybucję wśród podmiotów które uczestniczą w procesie zadłużania państwa (np. kupujących obligacje). Do pewnego stopnia wyprzedził zatem swoją epokę i nurt makroekonomii zwany Modern Monetary Theory (MMT).

Wielu ekonomistów, zarówno ideologicznie stojących w sprzeczności z tezami Lernera (na przykład Friedman zarzucający mu, że w jego zaleceniach gospodarczych nie ma wiele poza dobrymi intencjami) jak i sami kontynuatorzy myśli Keynesa zarzucali Lernerowi ślepą wiarę w nieomylność państwa i możliwość pozbawionego błędów kształtowania ładu społeczno-gospodarczego. Autor gospodarki kontrolowanej podjął tak naprawdę jedynie próbę przekucia myśli zawartej w „Ogólnej teorii” na praktykę gospodarczą, jednak dokonał tego w sposób zbyt doktrynalny, zapewne bardziej radykalny niżby życzył sobie tego Keynes, który według Hicksa, Modiglianiego i Hansena (twórcy modelu IS-LM) nie uznałby dodruku pieniądza za narzędzie, którym można posługiwać się tak swobodnie. Co ciekawe, niektóre zalecenia Lernera i innych ortodoksyjnych keynesistów znalazły zastosowanie w wielu państwach rozwiniętych okresu powojennego i zyskały miano „polityki keynesowskiej”. Tyle, że gospodarki powojenne nie doświadczyły raczej niedostatecznego popytu globalnego, więc i realizacja przez nie polityki wzrastających wydatków publicznych doprowadziła do inflacji i wielkiego zadłużenia w latach 60. XX wieku. Ten nurt makroekonomii pozostanie pewną antytezą „zaślepienia wolnym rynkiem”, które według wielu interpretacji doprowadziło do kryzysu finansowego 2008 roku. Jak jednak może nauczyć nas historia – obie skrajności prowadzą do niepożądanych i bolesnych skutków.

 

Konrad Grabowicz

Artykuł powstał w oparciu o książkę „Państwo w gospodarce. Studium teoretyczne – od Adama Smitha do współczesności” autorstwa Katarzyny Szarzec.

Be the first to comment on "Kontrolowanie zamiast sterowania"

Dodaj komentarz

    Visit Us On FacebookCheck Our Feed